Reklama

Zajmował się przesiedleniami Niemców i osiedlaniem społeczności ukraińskiej. Wspomnienia o Edmundzie Jankowskim z Bytowa

05/01/2022 17:20

- Przez wiele lat zachęcano mnie do uporządkowania dokumentów i spisania historii mojego ojca. Zawsze to jednak odwlekałam. Teraz zdecydowałam się na to z jednego powodu - jemu się to po prostu należy - mówi Henryka Przystalska, która opowiada nam historię swojej rodziny, a zwłaszcza ojca - Edmunda Jankowskiego, który w Bytowie zajmował się m.in. przesiedlaniem Niemców i osiedlaniem społeczności ukraińskiej.

Rodzina Jankowskich początkowo mieszkała w Chojnicach, gdzie w 1922 r. urodził się Edmund, następnie przeprowadziła się do Gdańska. Wiązało się to z przeniesieniem ojca Edmunda - Teodora, jako pracownika kolei na kolejną placówkę. To w Gdańsku E. Jankowski kończy szkołę podstawową. Gimnazjum jednak w czerwcu 1939 r. już w Bydgoszczy, gdzie przeprowadzili się do kolejnej placówki. - Dziadek wraz z synami uczestniczyli w zajściach nazwanych później „krwawą niedzielą”. Później zostali aresztowani i osadzeni przez bydgoskie gestapo. Mieli świadomość, że czeka ich rozstrzelanie. Podczas jednego z przesłuchań Teodor spotkał swojego znajomego, który współpracował z Niemcami. Ten zdziwiony zapytał dziadka: „Co ty tu robisz?”. Dziadek odpowiedział: „Ty mnie pytasz? Co ty tu robisz?” - opowiada Henryka Przystalska, dodając: - Znajomy wydostał ich z więzienia i sprawił, że wsiedli w pociąg wiozący Polaków na roboty.

W nim Jankowscy spotkali płaczącą dziewczynę. Była to pochodząca z Główczewic (obecnie pow. chojnicki) Bolesława Kuklińska. Razem trafili do Orlofferfelde (dziś Orłowskie Pole, pow. nowodworski). Tam pracowali u niemieckiego gospodarza Kurta Froesera. - Niestety nie wiem, co się stało z dziadkami. Przeżyli okupację, ale nie znam ich wojennych losów. Wiem jedynie, że mój ojciec wraz z Bolesławą trafili do tego samego gospodarstwa. Jednak tam rozdzielono mężczyzn i kobiety. Ale to im nie przeszkodziło. Po wojnie zostali małżeństwem - mówi H. Przystalska.

Reklama

Gdy K. Froese zorientował się, że E. Jankowski zna język niemiecki, powierzył mu rozwożenie żywności. - Była to okazja, by jej częścią dzielić się z Polakami. W tym czasie ojciec zbierał także wiadomości o ruchach niemieckich wojsk - mówi H. Przystalska. Za tę działalność E. Jankowski został aresztowany przez gestapo i więziony od grudnia 1943 r. do marca 1944 r. Towarzysze z robót myśleli, że już nie wróci i zostanie wysłany do obozu w Stutthofie. - O jego zwolnienie mocno zabiegał gospodarz K. Froeser. Jako działaczowi NSDAP, a dodatkowo żołnierzowi frontowemu, było mu łatwiej - opowiada kobieta, opierając się na zachowanych relacjach świadków, którzy z jej ojcem przebywali w tym samym gospodarstwie. Ostatecznie Jankowskiego wypuszczono. Jednak latem 1944 r. wraz z innymi robotnikami zabrano go do kopania rowów pod Grudziądzem, a następnie Toruniem. Stamtąd uciekł. Udał się w stronę Chojnic. - To tam, do rodzinnej miejscowości wróciła B. Kuklińska, bo żona Froese, mając świadomość zbliżającego się frontu, zwolniła pracujące w gospodarstwie dziewczyny i poleciła im udać się do rodzin - mówi H. Przystalska. Jankowscy długo jednak nie pozostali w Główczewicach. Wkrótce przenieśli się do Bytowa. - Ojciec wziął ślub z Bolesławą w dawnym kościele św. Katarzyny. W świątyni nie było wówczas dachu, ściany osmolone. Udzielił im go ks. Walter Genge. Był to jeden z jego ostatnich ślubów - mówi H. Przystalska, dodając: - Trzeba zaznaczyć, że zarówno kościół, jak i kamienice naprzeciwko zostały zniszczone przez Rosjan.

Reklama

W Bytowie tuż po zakończeniu działań wojennych E. Jankowski zajmował się przesiedleniami Niemców, a później osiedlaniem m.in. społeczności ukraińskiej na naszych terenach. - Zajmowali opuszczone gospodarstwa m.in. w Udorpiu, Ugoszczy, Krosnowie, Rabacinie, Chotkowie czy Struszewie. Co ciekawe, aby wjechać do Bytowa, musieli mieć odpowiednie zezwolenie.

Wspomina, że nim przekazano takie gospodarstwo, jej ojciec skrupulatnie sporządzał spis mienia, które się w nim znajdowało. Siłą rzeczy sporo więc jeździł po okolicznych miejscowościach. - W Udorpiu w stodole pod sianem zauważył kompletne wyposażenie gabinetu dentystycznego. Wówczas w Bytowie mieszkał już technik dentystyczny Mohr, któremu je przekazał. Ten był za to ogromnie wdzięczny i przez wiele lat korzystał ze sprzętu - mówi H. Przystalska. Mieszkania przybyłym przyznawał nie tylko poza Bytowem, ale także w mieście. - Mama nie raz powtarzała: „Innym przydzielasz, weź i nam jakiś domek. Zawsze to lepiej niż w bloku”. Ojciec zaś odpowiadał, że jedynie kilka lat będzie pracował w Bytowie, a potem przeprowadzi się do Gdańska, gdzie mieszkali jego rodzice - mówi H. Przystalska.

Reklama

E. Jankowski w pewnym momencie otrzymał propozycję pracy dla polskiego rządu, co wiązało się z przeniesieniem do Warszawy. - Odrzucił ją. Mówił, że ma za słaby kręgosłup partyjny, a za mocny moralny - wspomina jego córka, dodając: - Rzeczywiście ojciec dużo się modlił. Był zapalonym wędkarzem, ale nim wybrał się w niedzielę nad jezioro, wpierw udawał się na poranną mszę. Myśmy jako dzieci chodziły na późniejszą. Po powrocie wypytywał nas o czytaną Ewangelię. Sprawdzał, czy uważnie słuchałyśmy.

Wędkarską pasję E. Jankowski przekuł w konkretne działanie. - Założył w Bytowie oddział Polskiego Związku Wędkarskiego. Łowił m.in. na spinning. O wędki nie było wówczas łatwo. Swoją sam sobie zrobił ze... szpady. Złowionymi rybami dzielił się nie tylko z sąsiadami, ale także księżmi z Bytowa. Ci po wojnie byli bardzo biedni i prześladowani przez ówczesną władzę - mówi H. Przystalska.

Reklama

E. Jankowski w 1950 r. zatrudniony zostaje w Lasach Państwowych, przez pewien czas pracuje w ówczesnym Nadleśnictwie Sominy. Po 13 latach powołano go na stanowisko dyrektora Miejskiego Przedsiębiorstwa Remontowo-Budowlanego w Bytowie. - Wówczas o materiały budowlane nie było tak łatwo jak dziś. Ojciec miał furgonetkę i jeździł nią po całej Polsce w poszukiwaniu potrzebnych rzeczy. Za jego kadencji stanęły m.in. budynek ogólniaka, restauracja „Kaszubianka”, a także bloki przy ul. Dworcowej - opowiada H. Przystalska, dodając: - Zajmując stanowisko dyrektora MPRB-u musiał uzupełnić wykształcenie. Został mistrzem murarskim, a dodatkowo zdobył uprawnienia do kierowania robotami budowlanymi.

Reklama

Uwadze ówczesnych władz nie uszedł fakt chodzenia E. Jankowskiego do kościoła. Został aresztowany przez Urząd Bezpieczeństwa. Po wypuszczeniu władza spokoju mu nie dała. - Straszono go utratą pracy. Ojciec sam postanowił zrezygnować. Powiedział, że z lasów przyszedł i do lasów wróci - wspomina H. Przystalska. To w Lasach Państwowych pracował do przejścia na emeryturę. Aktywny pozostał jednak niemal do ostatnich swoich dni. Pisał różnego rodzaju pisma dla okolicznych mieszkańców. Zgłaszali się do niego nie tylko ci z Bytowa, Brzozowa, Sątoczna, Nożyna, Skwieraw, Krosnowa, Dąbrówki, Jutrzenki, Borzytuchomia, ale też ci z Karsina, a nawet Gdańska.

Jedno z pism to skarga złożona na milicji. Dotyczyła „złośliwego zaśmiecania klatki schodowej”. Oskarżony miał bowiem rzucić niedopałek papierosa. Dodatkowo uderzył poszkodowanego, któremu rozciął wargę. Ten zaś był w towarzystwie swojej dziewczyny i to chyba przelało czarę goryczy. Za swoją pracę E. Jankowski nie brał pieniędzy. - Zawsze powtarzał, żeby zmówić za niego „zdrowaśkę”. Później zaś dodawał: „A jeśli coś tam macie, to pamiętajcie o mojej rodzinie na święta. Może jakieś jajka, jaką kurę”. Niektórzy o tym pamiętali - opowiada H. Przystalska.

Reklama

Sprawy, przy których pomagał E. Jankowski, były różne. Od tych dotyczących starań uzyskanie renty wojennej, przez przywrócenie mienia odebranego w drodze uwłaszczenia, po sprawy rozwodowe.

Postać E. Jankowskiego zachowała się w pamięci okolicznych mieszkańców. Z życzliwością wielokrotnie spotykała się jego córka. - Na cmentarzu podeszła do mnie kobieta, która odwiedziła ojca przy okazji jakiejś sprawy. Stąd mnie znała. Podobnie podczas jednego ze spotkań przed pielgrzymką do Ziemi Świętej, w której wzięłam udział, rozpoznała mnie kobieta, u której wraz z rodzicami jako mała dziewczynka byłam na weselu. Całkiem niedawno zaś na przystanku komunikacji miejskiej podeszła do mnie kobieta i pyta: „Pani Henia Jankowska?” Zawsze z nazwiska panieńskiego. Odpowiedziałam, że jej nie znam. Okazało się, że także była u nas, by ojciec napisał dla niej jakieś pismo - wymienia H. Przystalska jedynie kilka przypadków.

Reklama

Aktywność E. Jankowskiego ograniczyły dwa wylewy, których doznał. Choć po rehabilitacji w części odzyskał sprawność, to jednak musiał się zmierzyć z ograniczeniami. Zmarł w 1987 r. w Bytowie.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo kurierbytowski.com.pl




Reklama