Pszczoły olbrzymy wyhodowane przez Romana Bułkę

Ludzie, Pszczoły olbrzymy wyhodowane przez Romana Bułkę - zdjęcie, fotografia
  • Fotka nr 0 z 3
  • Fotka nr 1 z 3
  • Fotka nr 2 z 3
KurierBytowski 13/10/2019 11:27

Przez jednych uważany jest za szarlatana, bo do walki z warrozą używa m.in. popularnego w rolnictwie środka do dezynfekcji, przez innych szanowany badacz życia pszczół wprowadzający nowinki techniczne i skuteczne metody leczenia. Jego pasieka coraz częściej oprócz produkowania miodu służy pszczelarzom z całej Polski jako miejsce szkoleń i prezentacji efektów nowatorskich doświadczeń.

Co jakiś czas do pasieki Romana Bułki w Niezabyszewie (gm. Bytów) zajeżdża autobus wypełniony ludźmi, którzy chcą się czegoś więcej dowiedzieć o metodach stosowanych przez bytowskiego pszczelarza. - Związki pszczelarskie coraz częściej organizują dla swoich członków wycieczki do mojej pasieki. Tylko w tym roku były u mnie cztery autobusy, kolejne cztery się zapowiadają. Przyjeżdżają, bo pszczelarzy interesują rzeczy, które z powodzeniem robię u siebie, a wiedza o tym nie funkcjonuje w oficjalnym obiegu i fachowej prasie - mówi R. Bułka.

Ostatnie ze spotkań, które odbyło się w niedzielę 8.09. dotyczyło m.in. sposobów walki z wrogiem numer jeden pszczelich rodzin, czyli warrozy. To roztocza, które rozwijają się na czerwiu i dorosłych osobnikach. Na całym świecie powoduje straty w pogłowiu pszczół oraz zmniejsza produkcję miodu. Konieczność stosowania drogich środków chemicznych sprawia, że rosną koszty prowadzenia pasiek.

Bytowiak przy współpracy z kolegami z Kościerzyny prowadzi własne badania, których efektem jest nowa pszczoła odporna na te szkodniki. - Najczęściej spotykane pszczoły w Polsce mają długość od 10 do 15 mm. Największa azjatycka, która nie ma warrozy, bo ją zjada, mierzy 19 mm. Wypracowałem własny system hodowli pszczół olbrzymich. Te wyhodowane przeze mnie dochodzą nawet do 20 mm - mówi R. Bułka, pokazując na dowód zdjęcie swoich pszczół na tle 20-groszówki o średnicy 18 mm.

Zdaniem bytowskiego pszczelarza to sposób na odejście od stosowania chemii w pasiekach.

- Taki sam cel postawili sobie Belgowie. U siebie prowadzą hodowlę pszczół, które obrywają nogi warrozie, unieszkodliwiając ją. Czterech naukowców odwiedziło już nasze pasieki, aby wymienić się wnioskami. Co ciekawe, belgijscy naukowcy nie otrzymali na swoje badania żadnego unijnego grantu, chociaż takie owady mogłyby rozwiązać problem warrozy. Unieszkodliwienie choroby jest jednak prawdopodobnie sprzeczne z interesami koncernów produkujących środki chemiczne do walki z warrozą - przekonuje R. Bułka. Większą pszczołę udało mu się wyhodować znacznie prostszą metodą niż na Zachodzie, gdzie robiono to poprzez skomplikowaną selekcję. - Między ramkami w ulu jest 35 mm. Zupełnie przypadkiem, przez nieuwagę, moja córka w kilku swoich ulach rozszerzyła tę odległość do 45 mm. Później okazało się, że w jednych ulach warroza była, a w drugich nie. Potem, już świadomie zacząłem to robić w swojej pasiece. Dopiero po dwóch latach wyhodowałem własne pszczoły olbrzymy, które dobrze radziły sobie z warrozą. Aby sprawdzić, często świadomie zarażałem rodziny trudniejszą do zniszczenia silną odmianą. Jak do tej pory efekt jest bardzo dobry - mówi R. Bułka, którego pszczoły są coraz większe. - Kiedyś wnuczek przyjechał do mojej pasieki i gdy je zobaczył, krzyknął: „Dziadek! Ty masz same trutnie”. Znał się trochę na pszczołach i wiedział, że trutnie są większe, dlatego rzeczywiście mógł mieć wątpliwość. Najważniejsze, że w ulach z dużymi pszczołami zniknął problem warrozy. Na razie wszystko funkcjonuje w najlepszym porządku. Już w przyszłym roku przynajmniej 50 matek obsady wykorzystam z tej rodziny - mówi R. Bułka.

Bytowski pszczelarz jest też autorem własnej metody walki z pszczelimi chorobami przy pomocy zwykłego środka do dezynfekcji. - Preparat o nazwie Rapicid już kiedyś wlewało się w maty wjazdowe na teren gospodarstw rolnych. To substancja składająca się z biodegradowalnych kwasów oraz detergentu spirytusowego. Dzięki jego właściwości, czyli temperaturze wrzenia 43,5oC i po zjedzeniu przez jakikolwiek organizm, odparowuje - mówi R. Bułka. - Według moich obserwacji i doświadczeń trwających 15 lat każdą chorobę łącznie ze zgnilcem można tą metoda zwalczyć - przekonuje pszczelarz. Impulsem do wykorzystania rapicidu w leceniu pszczół było zdarzenie sprzed blisko 40 lat, kiedy R. Bułka był pracownikiem PGR-u. - Gdzieś w latach 80 na fermie w Gostkowie jakaś choroba codziennie zabijała 100 prosiaków. Już wtedy to był ogromny zakład z kilkoma tysiącami tuczników. Pracujący tam lekarze weterynarii próbowali różnych metod leczenia. Bez skutku. Prosiaki wciąż zdychały w dużych ilościach. Łapiąc się ostatniej deski ratunku, praktycznie na wariata, rozrobiono preparat z jednym promilem rapicidu. Efekt był taki, że po trzech dniach prosiaki przestały padać. Nie można było tego wpisać, bo preparat nie był formalnie dopuszczony. Byłem przy tym i na własne oczy widziałem efekty, dlatego później zacząłem myśleć o zastosowaniu preparatu w leczeniu pszczół - opowiada R. Bułka.

Skutecznie testując rapicid w swojej pasiece pszczelarz zaczął starać się o formalne dopuszczenie preparatu. - Pisałem do różnych instytutów, weterynarii, ministerstwa rolnictwa, przedstawiając wyniki moich kilkunastu lat doświadczeń. Zewsząd odpisywali, że nie jestem weterynarzem i nie mam prawa się tym zajmować. Aby próbować udowodnić skuteczność i bezpieczeństwo tej metody, zleciłem badania w laboratorium w Hanowerze w Niemczech. Chciałem zamknąć usta tym, którzy krzyczą, że stosuję detergent. Potwierdziło się, że to środek całkowicie biodegradowalny, a przy tym skuteczny. Mam trzysta rodzin. Wszystkie są zdrowe, chociaż od lat nie stosuję środków chemicznych dedykowanych do walki z chorobami pszczół - przekonuje bytowiak.

Jego wiedza to efekt prób, doświadczeń i obserwacji. - Środek jest silnie biodegradujący i łączy się ze wszystkim, co zawiera białko. Dlatego należy go podawać tylko w szklanych naczyniach. Po konsultacji z chemikami dowiedziałem się, jakie procesy chemiczne zachodzą, powodując, że środek jest skuteczny w leczeniu pszczół - mówi R. Bułka.

Przekonanie o skuteczności metody R. Bułki sprawiło, że zainteresowali się nią pszczelarze w całej Polsce. Nie bez znaczenia jest koszt kuracji. - Zakup rapicidu do leczenia 300 rodzin przez cały rok to wydatek 90 zł. Oficjalny środek do zwalczania warrozy kosztuje 12 tys. zł - wylicza R. Bułka.

Jego praktyki sprawiły, że w prasie fachowej i na forach internetowych nie brakuje wątpiących w skuteczność, a wręcz oskarżających o trucie pszczół. - Kilka razy przesłuchiwał mnie prokurator, a w czasopismach dla pszczelarzy nie brakuje artykułów oskarżających mnie o najgorsze. Myślę, że głównie dlatego, że moje praktyki nie są na rękę koncernom produkującym drogie preparaty. Jednak coraz więcej pszczelarzy wierzy w skuteczność moich metod, dlatego tak chętnie przyjeżdżają na prezentacje i wykłady. Wydałem nawet e-booka, w którym dzielę się swoim doświadczeniem i prezentuję własne metody. Chętnie kupują go pszczelarze chcący dowiedzieć się jak najwięcej o wynikach moich badań - mówi R. Bułka.

Na koncie bytowiaka, oprócz wyselekcjonowania olbrzymich pszczół i niekonwencjonalnego preparatu do walki m. in z warrozą, jest również urządzenie, które ułatwia i przyspiesza prace przy pasiece. - Nieskromnie powiem, że moja odsklepiarka do miodu bije na głowę inne. Korzystając z seryjnie produkowanych urządzeń, na jedną ramkę potrzeba ok. 18 sek. Używając mojej, to samo można zrobić w sekundę. Przy tym inne ważą 180 kg i zajmują 4 m2, a moja zaledwie 35 kg i potrzebuje powierzchni 0,3 m2. Wciąż jednak nie udało mi się znaleźć firmy, która podjęłaby się produkcji - mówi R. Bułka. 

Tekst ukazał się w „Kurierze” 12.09.2019 r.

Reklama

Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie
Reklama
 Reklama

25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez kurierbytowski.com.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

„Kurier” s.c. z siedzibą w Bytów 77-100, Zielona 5

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"