Pracownia Ceramiczna „Arbata” - kaszubski Bolesławiec z Bytowa

Ludzie, Pracownia Ceramiczna „Arbata” kaszubski Bolesławiec Bytowa - zdjęcie, fotografia
KurierBytowski.pl 05/10/2019 17:38

- Wkurzyłem się. Wyrzuciłem 5 kartonów biskwitów. Albo robimy je sami, albo wcale - mówi Edmund Werra, który wraz z żoną Marzeną prowadzą Pracownię Ceramiczną „Arbata”. Rok zajęło im opracowanie składu masy ceramicznej, a to był dopiero początek...

Wcześniej w lokalu w starej kamienicy przy ul. Pochyłej w Bytowie sprzedawano farby, mieścił się też sklep monopolowy. Po tym ostatnim został jeszcze szyld. Jednak teraz na półkach widać spodki i filiżanki. Po wejściu do środka w oczy rzuca się duży stół, zastawionym glinianymi kubkami. Działa tu Pracownia Ceramiczna „Arbata”. - Szukaliśmy jakiegoś słowa po kaszubsku. Prostego, związanego z tym, co robimy, a zarazem łatwo wpadającego w ucho - mówi Marzena Werra. Pomysł na własny biznes znaleźli jednak w... Holandii. - Kilka lat temu postanowiliśmy wyjechać i dorobić nieco za granicą. Zastanawialiśmy się nad krajem. Ja znam angielski, mąż niemiecki. Stwierdziliśmy, że dobrym wyborem będzie Holandia. Dodatkowo mieszkała tam już moja siostra - opowiada M. Werra. Od początku planowali, że wrócą kiedyś do Polski. - Po sześciu latach pobytu nasza starsza córka Amelka była już w takim wieku, że albo wracać teraz, albo w ogóle. Urodziła się nam także druga córka Blanka. Trudno było połączyć pracę z opieką nad dziećmi - mówi M. Werra.

Pomysł na biznes zrodził im się nieco przez przypadek. W trakcie jednej z przeprowadzek w biurze pośrednika nieruchomości znajdował się także punkt sprzedaży ceramiki i to naszej, polskiej, z Bolesławca. - Tej jest bardzo dużo w Holandii. O dziwo sprzedawana tam jest pod nazwą Bunzlau. Pani w punkcie nie chciała uwierzyć, że to polski produkt. Dostałem od niej broszurę reklamową i tak powoli zrodził się pomysł, byśmy i my się tym zajęli - mówił E. Werra. - Pomyślałam, że to właśnie to. Od dziecka fascynowałam się malarstwem, sama również malowałam. Chciałam studiować na Akademii Sztuk Pięknych, ale rodzice niezbyt przychylnym okiem na to patrzyli. Wybrałam więc studia na Wydziale Architektury na kierunku budownictwo. Teraz zajmuję się projektowaniem, wytwarzaniem i ozdabianiem ceramiki - mówi M. Werra.

Po powrocie z Niderlandów czekał już na nich zakupiony biskwit, czyli wstępnie spieczona masa ceramiczna. Pierwszym problemem, z którym się zetknęli, było znalezienie odpowiedniego materiału do wykonania stempli, następnym farby. - Gotowe ceramiczne oraz  angoby nie nadawały się do zdobienia naczyń w wybranej przez nas technice oraz wysokiej temperaturze wypału, a dostępne pianki były zbyt miękkie. Sprawdziliśmy wiele rodzajów pianek, przez poliuretanowe, wiskozowe, naturalne, z Grecji, Anglii i Chin - mówi E. Werra. Podukcja ceramiki to niełatwy i długotrwały proces. - Potrzebna jest wiedza technologiczna, którą trudno zdobyć, gdyż brakuje w języku polskim literatury na ten temat. Zaopatrzyliśmy się więc w holenderskie publikacje . Wspieraliśmy się wiedzą dostępną w internecie, np. analizowaliśmy prace magisterskie i doktoranckie oraz publikacje wydziału ceramiki i materiałów budowlanych. Na podstawie zdobytej wiedzy wykonaliśmy wiele testów, aby nasz produkt finalny był trwały i doskonały - mówi E. Werra.

Powoli rodzinę i znajomych zaczęli obdarowywać ceramicznymi naczyniami. Wkrótce, pocztą pantoflową, rozeszła się wieść o ich produktach. Pojawiały się pierwsze zamówienia. Z czasem dochodziły kolejne. - Problem leżał jednak w słabej jakości kupowanych biskwitów. Teraz korzystamy z własnych - mówi M. Werra. - Pewnego razu wyrzuciłem wszystkie biskwitowe wyroby, które wcześniej zakupiliśmy, bo nie mogłem już patrzeć, jak z dwóch wyprodukowanych naczyń do sprzedaży nadawało się tylko jedno - opowiada E. Werra. Problem mieli także z terminowością dostaw.

Wspólnie postanowili więc, że sami zajmą się wykonywaniem naczyń od A do Z. Ich przygoda z ceramiką zaczęła się więc niemal od początku. Dopracować musieli cały proces produkcji - projekt naczyń, a następnie na ich podstawie zlecenie wykonania form gipsowych, wybór odpowiedniej gliny, potem przygotowanie z niej masy ceramicznej. Następny etap to dobranie właściwych szkli,  posiadających dopasowany współczynnik rozszerzalności cieplnej. Tego rzecz jasna nie znaleźli w żadnej z dostępnych publikacji. - Każda glina jest inna, ma inne właściwości, inną temperaturą wypału. Tak samo jak każda z firm ma swoją tajemnicę procesu produkcji i chroni recepturę. Podobno jest nawet tak, że technologom konkurencyjnych przedsiębiorstw nie wolno się nawet spotykać - wyjaśnia E. Werra.

Nie było innej rady, musieli opracować własną technologię. Próby zajęły im rok. - Ceramika uczy cierpliwości - zgodnie twierdzi małżeństwo Werrów. Ostatecznie, po wielu niepowodzeniach, udało im się wszystko zgrać. - Teraz my strzeżemy naszej receptury - śmieje się E. Werra. - Nasze kubki można myć w zmywarce, używać w mikrofalówce. Wolno z nimi zrobić praktycznie wszystko - dodaje E. Werra. - No, tylko rzucać nie - żartuje jego żona. - No, chyba że w teściową, ale to też nie w każdą - patrząc na żonę, wesoło dopowiada E. Werra.

Po zgraniu wszystkiego wypalili pierwsze całkowicie własne wyroby. Ich naczynia zyskiwały na popularności. Zaczęli szukać pomieszczenia na pracownię. - Co tu dużo ukrywać, to zajęcie nie należy do najczystszych - mówi M. Werra, wskazując na podłogę, na której widać jasny pył. - Normalnie jest go więcej, teraz trochę się go pozbyliśmy - dodaje kobieta. - Zależało nam na czymś w miarę blisko miejsca zamieszkania. Znaleźliśmy lokal przy ul. Pochyłej. Odpowiadał nam także dlatego, że jest nieopodal centrum i dawnego placu garncarskiego - mówi E. Werra. Na dobre ruszyli z produkcją. Dziś każdy, przechodząc obok, może zobaczyć, że na półkach przy oknie suszą się odlane spodki i kubki. - Można to oczywiście przyspieszyć, ale lepiej, gdy wyschną naturalnie - tłumaczy E. Werra. Później się je ozdabia. Tym naturalnie zajmuje się jego żona Marzena. - Są różne metody. My, podobnie zresztą jak Bolesławiec, zdecydowaliśmy się na stempelkową, a także malowanie pędzlem - wyjaśnia M. Werra.

Ich wzornictwo oparte jest na elementach kaszubskiego haftu. Wykorzystują różne jej szkoły: słupską, borowiacką, wdzydzką, żukowską oraz kociewską. Od początku chcieli, by ich wyroby opierały się na kaszubskiej tradycji. - Działamy na tym terenie i czujemy się z nim związani. Dlatego chcieliśmy go pokazać w innej odsłonie. Ale to wcale nie oznacza, że nie pojawią się nowe motywy w naszym zdobnictwie - mówi M. Werra, dodając: - Kilka razy odnośnie do naszych wyrobów spotkaliśmy się z określeniem „kaszubski Bolesławiec”. Nie ukrywam, że bardzo nam się to spodobało.

Z pracowni państwa Werrów wychodzą głównie naczynia użytkowe. W ofercie mieli także m.in. kafle, biżuterię, breloczki i magnesy. - Sporo przy tym pracy, więc chwilowo z nich zrezygnowaliśmy. Myślimy jednak o powrocie do tego pomysłu - dodaje Marzena. A co jeszcze mają w planach? - Kupiliśmy nowy, większy piec, planujemy zatrudnić pracowników i zwiększyć produkcję - mówi M. Werra. - Często przychodzą do nas osoby i pytają o możliwość zorganizowania warsztatów. Myślimy, by takie poprowadzić. Dodatkowo fajnie by było, gdybyśmy mogli imprezy organizowane w Bytowie ubogacać naszymi pomysłami związanymi z ceramiką, zwłaszcza że mamy przecież na naszym terenie tradycje związane z produkcją wyrobów z gliny - mówi E. Werra.

Póki co w Bytowie ich produkty można nabyć w kwiaciarni „Inna”, galerii „Sekrety Joanny” i w sklepie „1001 drobiazgów”. Poza tym swoje produkty oferują jeszcze w Chojnicach, Tucholi, Gdyni i Gdańsku. Powstaje również sklep internetowy.

 

Reklama

 Reklama

25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez kurierbytowski.com.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

„Kurier” s.c. z siedzibą w Bytów 77-100, Zielona 5

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"