Niebo w każdym kraju wygląda inaczej

Ludzie, Niebo każdym kraju wygląda inaczej - zdjęcie, fotografia
KurierBytowski.pl 27/07/2017 12:41

Gdy pisaliśmy o niej rok temu, właśnie wsiadała na barkę, by przemierzyć nią Amazonię.


Tym razem z Danutą Datą nie musieliśmy kontaktować się przez internet. Udało się spotkać z nią osobiście. Wróciła na chwilę do Bytowa, aby załatwić kilka spraw. - Niestety, w urzędach muszę być osobiście. Czekam też na wizę, bo zwiedzić świat, omijając Stany Zjednoczone, to nie do przyjęcia. Nadrabiam zaległości i spędzam czas z rodziną. Gdy tylko dopnę wszystko, wracam do kontynuowania swojej podróży - mówi bytowianka, która od prawie 2 lat podróżuje, głównie po Ameryce Południowej.


RÓŻOWE DELFINY WPRAWIŁY W ZACHWYT


Cofnijmy się jednak 12 miesięcy na jedną z przystani we wschodniej Brazylii, gdzie bytowianka zamierzała wsiąść na barkę płynącą po Amazonii. - Dopóki nie zapełni się ostatniego miejsca, nie ma mowy, aby wypłynąć. Załadunki są bardzo prymitywne. Wszystko podaje się ręcznie. Nie ma sztaplerów. Biorą wszystko - od owoców po meble. Gdy weszłam na pokład, mało co się nie popłakałam od zapachu cebuli, którą przewozili. Na szczęście u góry nie było jej czuć. Tam porozwieszali mnóstwo hamaków. Czekając, aż wypłyniemy, mogliśmy na nich spać za darmo, ale wyżywienie załatwialiśmy sobie sami (było wliczone w cenę biletu dopiero podczas rejsu). Bardzo ciasno, ale to nie przeszkadzało w podróży. Śmieszne, że nie potrafiliśmy się dogadać, bo każdy z nas mówił w innym języku, ale granie w karty szło nam z łatwością. Urządziliśmy sobie też potańcówkę pomiędzy hamakami - mówi Danuta.


Już płynąc, podziwiała przyrodę, bujając się na hamaku. Widziała poszukiwaczy złota. Zobaczyła też Rio Negro, czyli czarną wodę. - Jakieś substancje w niej zawarte powodują, że zabarwia się na ciemny kolor. Pięknie wyglądał kontrast, gdy jej wody zderzały się z przejrzystą, czystą wodą innej rzeki - tłumaczy podróżniczka. Płynęła w rejonie Tres Fontane, czyli tam, gdzie stykają się trzy państwa Kolumbii, Brazylii i Peru. - Pływają tam piranie, które oczywiście się łowi i je - tłumaczy bytowianka. Najbardziej urzekły ją… rzeczne delfiny! - Mogłam im się swobodnie przyjrzeć, gdy wynurzały się z wody. Mają piękny jasnoróżowy odcień. Były po prostu zachwycające! W dżungli spotykałam tarantule - dosłownie co 20 cm jakaś się trafiała. Poszłam tam ze znajomymi. Wzięłam jedną w dłoń, przeszła mi przez rękę, twarz, do drugiej ręki i wtedy spadając, ją łapałam. Myślałam, że nie są niebezpieczne. Później okazało się, że gdy tarantula się stresuje, pluje jadem. Miałam dużo szczęścia, bo jednak takie chodzenie, spadanie, musiało ją trochę denerwować - wyjaśnia D. Data.


INDIANIE TO CUDOWNI LUDZIE


Kolejnym przystankiem w jej podróży była Kolumbia, gdzie spędziła 2,5 miesiąca. Tam upodobała sobie Letycję, gdzie mieszkają Indianie. - Oni talerze myją w rzece. Tak samo piorą i kąpią się. Nikogo to nie dziwi. Są niesamowitymi ludźmi. Mają ogromny szacunek do zwierząt. W mieście jest park, który zamieszkują miliony ptaków. A co za tym idzie dużo srają... Śmierdzi tam niemiłosiernie - mówi podróżniczka. - To ciekawy kraj, który 52 lata pogrążony jest w wojnie domowej. Gdy tam byłam, bałam się, czy mi granicy nie zamkną, bo często dochodzi do rozruchów - tłumaczy bytowianka. Przemierzyła 150 km, aby dotrzeć do Medellin, gdzie mieszkał najsłynniejszy z baronów narkotykowych Pablo Escobar. - Ludzie ginęli na jego zlecenie w dzień i w nocy. Teraz jego bogatą posiadłość można zwiedzać - mówi D. Data.


W Kolumbii jak gdzie indziej najważniejsi byli dla niej ludzie, ich opowieści i nawiązywanie przyjaźni. Ale nie ci z wyższych sfer, lecz przeciętni, bo od nich najwięcej można się dowiedzieć i poznać kraj ze wszystkich stron.


KOLIBRY LATAJĄ JAK U NAS WRÓBLE


Z Kolumbii przez Panamę D. Data dotarła do Kostaryki, gdzie spędziła 4 miesiące. - Na samym początku bardzo zaskoczyło mnie, że ludzie przez większość dnia chodzili, a nawet siedzieli, w gumowcach. Jak się później dowiedziałam, to przez małe, niebezpieczne jadowite żmije - wspomina bytowianka. Zszokowało ją również to, co ludzie widzą w Kostaryce. - Tam za 1 $ nic nie kupisz. Straszna drożyzna. Do tego brudno. Gdy wróciłam do Bytowa, doceniłam jak mamy tu czysto. Ale gdy wykąpałam się w Morzu Karaibskim, zrozumiałam, skąd ten cały szum. Kraby chodzą tam po plaży, wokół pełno muszli. Piękna roślinność, dżungla, wodospady. Kolibry latają jak u nas wróble. Leniwce chodzą po drzewach tak powoli, że chyba zasypiają w trakcie - śmieje się D. Data.


NA KUBIE MALUCHY NA ULICY TO NORMA


Po słonecznej drogiej Kostaryce miesiąc spędziła na jeszcze droższej Kubie. Poznała jej dwa oblicza. - Kraj jest dość tani dla Kubańczyków, ale obcokrajowiec musi mieć napchane kieszenie. Chcąc się dostać z lotniska do centrum, czyli ok. 12 km, trzeba zapłacić za autobus 25 $. A dla przykładu mieszkaniec za 1 $ ma 30 przejazdów! Taksówkarz musi mieć wyrobione specjalne papiery do przewożenia obcokrajowców. Jeśli ich nie posiada, boi się brać turystów. Gdyby złapała go policja, mógłby stracić licencję - wyjaśnia D. Data. Udało się jednak bytowiance omijać wysokie ceny, choć nie zawsze, bo podziały zaskakiwały ją na każdym kroku. Jako turystka mogła spać w kwaterach oznaczonych kolorem czerwonym. Niebieskie sygnalizowały, że mogą przebywać w nich tylko Kubańczycy. Większość pieniędzy zarobionych przez mieszkańców Kuby idzie do kasy rządu. - Często czułam się poniżona. Wszędzie musiałam okazywać paszport, płacić więcej, bo nie jestem stąd. Najtaniej wychodziło za jajka. Za 1 $ mogłam kupić ich 30 - wyjaśnia bytowianka. - Mieszkałam u biednej rodziny. Oni nie wiedzą, w jakim kraju żyją. Na ulicach, nie tak jak u nas ładne, nowe autka, ale starocie i wraki. Maluchów jeździło mnóstwo, gdy w Bytowie to już rzadki widok. Dowiedziałam się od miejscowych, że rząd daje samochód jako premię obywatelowi. Później auto jest przekazywane z pokolenia na pokolenie. A nie stać tu wielu, by kupić nowy, więc jeżdżą jednym przez kilka pokoleń - mówi podróżniczka. Na Kubie znalazła się akurat, gdy chowano Fidela Castro. Chciała udać się na pogrzeb, ale się bała. - Pytałam Kubańczyków, co o nim myślą, dla nas to w końcu dyktator. Oni naprawdę go kochali. Mówili, że to ich ojciec, bo dał im darmową szkołę i ubezpieczenie zdrowotne. Nie zdają sobie sprawy, w jakich warunkach żyją. Rozmawiałam z mężczyzną, który po 35 latach pracy na lotnisku zarabia 35 $ miesięcznie [ok. 140 zł - przyp. red.]!!! Na emeryturę nie pójdzie, bo wtedy dostawałby 5 $. Ludzie tu pracują do samego końca - mówi nie bez żalu bytowianka, dodając, że więcej nie powróci na Kubę.


NA SZCZYCIE WULKANU W NIKARAGUI


D. Data trafiła też na 3 miesiące do Nikaragui, m.in. weszła na wulkan i zrobiła sobie selfie na tle gorącej lawy! - Udałam się tam wieczorem, aby efekt był fajniejszy. Ludzie mieszkają tu w strefie aktywności tektonicznej. W latach 70. nastąpiło tu trzęsienie ziemi, podczas którego zginęło mnóstwo ludzi. Tu raczej nie buduje się wieżowców, a małe domki pod blachą. Mieszkałam u rodziny, gdzie na podwórku kilka lat temu zapadła się ziemia na 5 m! Oni tego nie zasypują, bo się nie opłaca. Bałam się, że po zmroku mogę tam wpaść. Ci ludzie myślą, że na całym świecie występują takie trzęsienia jak u nich. Wyjaśniałam, że u nas w Polsce takich mocnych jak u nich nie ma. Byli w ogromnym szoku - wyjaśnia. Życie jest bardzo tanie. 25 $ wystarczyło, aby opłacić kwaterę na cały miesiąc! Obiad z mięsem i warzywami kosztował 1 $. Bytowianka nie szukała więc wolontariatu, aby mieć gdzie mieszkać i za co żyć. Mogła swobodnie oddać się zwiedzaniu.


Z Nikaragui udała się do położonego nieopodal Hondurasu, gdzie spędziła 2 tygodnie. - Byłam odcięta od świata przez ten czas. Trafiłam akurat, gdy ogłoszono zagrożenie huraganu. Z wioski ewakuowano 2 tys. osób. Bardzo się przestraszyłam. Dopiero do mnie dotarło, że nikt nawet nie wie, gdzie dokładnie przebywam. Obecnie mój syn wykupuje mi za ok. 70 zł miesięcznie usługę namierzania GPS, który pokazuje moim bliskim co jakiś czas, gdzie jestem. Gdyby faktycznie coś mi się stało bądź zabrakło ze mną kontaktu na jakiś czas, mogą zgłosić moje zaginięcie do ambasady i podać ostatnią lokalizację. Dzieciom też jest łatwiej, gdy wiedzą, gdzie jestem. Ale wtedy jeszcze tego nie wiedziałam - tłumaczy Danuta.


MEKSYK BEZ MARIACHI, ALE Z PYSZNYMI KAKTUSAMI


- Po Salvadorze i Gwatemali przez 40 dni bawiłam w Meksyku. Największym zaskoczeniem było to, że mimo 25-milionowej aglomeracji wcale nie widać, że tylu tam mieszka. Jest czysto i pięknie. Największym problemem wydaje się przejazd metrem, którym podróżuje co dzień 12 mln mieszkańców. Za pierwszym razem mało co mnie nie zadusili! Później nauczyłam się, że najbezpieczniej stać pośrodku wagonu, a nie przy wejściu - wspomina bytowianka. Oglądała piramidy z czasów Azteków i wcześniejszych. Nauczyła się też pędzić meksykański bimber! - Nazywa się pulque i robi się go z sfermentowanego soku maguey pulquero bądź agawy. To tradycyjny trunek kultywowany od czasów Azteków, którzy uważali, że roślina ta była święta - wyjaśnia. Bytowianka zauważyła, że Meksykanie bardzo dużo jedzą. - Częściej stołują się na mieście niż w domu. Co ciekawe, przyrządzają sporo potraw z kaktusów. Są tam ich całe plantacje. To, co widzimy w telewizji dotyczące tego kraju, wcale nie jest prawdziwe. Mężczyźni nie noszą sombrero. Na ulicach czy w restauracjach nie grają mariachi. Tu jest bardziej europejsko- mówi D. Data.


PODRÓŻOWANIE TO SPOSÓB NA ŻYCIE


- Niebo w każdym kraju jest inne i to mnie najbardziej urzeka. Na Kubie mnóstwo gwiazd, tak blisko, że wydaje się, jakby były trójwymiarowe. W Paragwaju pięknie widać Drogę Mleczną. Gdy tylko docierałam do jakiegoś miasta, lubiłam kupić szneka, siąść sobie gdzieś przy głównym placu i chłonąć atmosferę miasta przez np. godzinę. To dużo dawało w późniejszym zrozumieniu kultury i ludzi. Starałam się też odwiedzać muzea bądź opery. W każdej stolicy mają co jakiś czas jeden dzień, gdy nie trzeba płacić za wstęp. To była moja okazja, by zdjąć trapery, spodnie, ogarnąć się i poczuć się kobietą - mówi ze śmiechem bytowianka. - Podróżowanie stało się dla mnie sposobem na życie. Naprawdę ludzie, których spotkałam we wszystkich tych krajach są bardzo otwarci i pomagają w tym, aby spełnić marzenia. Oczywiście nie obywa się bez trudności. W Ameryce Południowej ludność zna Europejczyków głównie z telenowel. Wykreowali sobie nas jako bogaczy, a co za tym idzie, każdy turysta jest postrzegany jako łakomy kąsek dla złodzieja. Ja staram się nie zwracać na siebie uwagi i chodzę ubrana bardzo skromnie. To sposób na zapewnienie sobie bezpieczeństwa. Mam też paralizator i przypinkę przy biustonoszu, która gdy pociągnę, wydaje ostry, głośny dźwięk. Mam schowany w plecaku stary portfel ze nieaktywnymi kartami i komórkę, w razie, gdybym wpadła na bandytę. Np. w Boliwii od razu napadają z bronią i nożem. Tam nie ma rozmowy. Spotkałam mężczyznę z rozprutym ramieniem, który opowiadał, że idąc z matką, zostali napadnięci. Nie chcieli oddać fantów. On zarobił nożem, ona miała 32 rany kłute. Cieszę się jednak, że strach nie zdominował mnie na tyle, by ominąć jakikolwiek kraj - wyjaśnia podróżniczka.


Danuta Data nie wróciła do Bytowa na stałe. Już planuje kolejny wyjazd. - Przede wszystkim chciałabym pojechać do USA. Zobaczę, jak wyjdzie z wizą. Poza tym bardzo ciągnie mnie do Afryki. Syn twierdzi jednak, że jest tam bardzo niebezpiecznie, więc ten kontynent mam zostawić sobie na koniec. Myślę też o Australii, ale póki co rozkoszuję się czasem z rodziną, pięknem i czystością naszym okolic - dodaje z uśmiechem bytowianka.

Reklama

 Reklama

25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez kurierbytowski.com.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

„Kurier” s.c. z siedzibą w Bytów 77-100, Zielona 5

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"