To dopiero pierwsza część

Sylwetki, dopiero pierwsza część - zdjęcie, fotografia
  • 002
  • 003
  • 004
  • 005
KurierBytowski.pl 03/02/2017 09:22

Z profesorem Wojciechem Skórą rozmawiamy o jego najnowszej książce dotyczącej losów Kaszubów bytowskich w 20-leciu międzywojennym, a zwłaszcza słynnym procesie nauczyciela, Jana Bauera.


Kurier Bytowski:Zaczynam od pytania, czy jest Pan związany z Pomorzem?


Wojciech Skóra: Pomorze to moja mała ojczyzna. Ale oczywiście nie całe, bo jest zbyt wielkie, lecz obszar nazywany niekiedy Pomorzem Środkowym, choć niektórzy historycy nie lubią tego określenia. Urodziłem się w Koszalinie i tam minęło moje dzieciństwo. W 1975 r. wraz z rodzicami przeniosłem się do Słupska, który wówczas został stolicą nowego województwa. Tak więc te dwa niezbyt lubiące się miasta są dla mnie najważniejsze. W Słupsku studiowałem, tam urodziły się moje dzieci, tam mieszkam i pracuję. Mocno też boleję nad trudną sytuacją obu ośrodków, gdy zlikwidowano województwa koszalińskie i słupskie. Uważam, że Pomorze Środkowe – i w ogóle prowincja (w dobrym znaczeniu tego słowa) – mocno straciły na reformie administracyjnej z 1999 roku. Wiele ważnych rzeczy dzieje się w mniejszych miastach, teraz i w przeszłości; mają wielki potencjał. Trzeba go jedynie wykorzystać, a nie jedynie zasysać do metropolii. W dobie Internetu nie trzeba mieszkać w wielkiej aglomeracji by być blisko najważniejszych spraw. Tu naprawdę można dobrze i wygodnie żyć, bez gonitwy, wielkich odległości i szkodliwego powietrza. Mieszkam 500 m od mojej uczelni, 500 m od lasów Doliny Słupi i 18 km od morza. I to wszystko w mieście liczącym ponad 100 tys. mieszkańców, czyli całkiem dużym (zaliczam do Słupska również podmiejskie „sypialnie”). Pomorze Środkowe jest dobrym miejscem do życia.


Co Pana skłoniło do podjęcia tej tematyki?


W.S. Od wielu lat fascynuje mnie rdzenna ludność tego obszaru i niełatwa, bardzo skomplikowana historia Pomorza. To terytorium, gdzie krzyżowały się wpływy polskie, niemieckie i skandynawskie. A jednocześnie nieco zapomniane, senne, uważane za obrzeża przez najważniejsze państwa regionu. Temu właśnie – jak uważam – Kaszubi zawdzięczają zdumiewającą ciągłość swojej odrębności i swoistości. Ale po kolei. Gdy po ukończeniu studiów zostałem początkującym historykiem, zająłem się trzema odrębnymi problemami badawczymi: dziejami dyplomacji polskiej w XX wieku, działalnością służb specjalnych w tym stuleciu oraz historią regionalną (czyli dziejami Pomorza). Moi mistrzowie w fachu, profesorowie Andrzej Czarnik, Roman Wapiński i Marian Mroczko, doradzali nie zamykać się na jednej problematyce, aby nie ograniczać poznania przeszłości do jednego wąskiego wycinka. Mieli rację, widzę to po latach. Niektórzy historycy przez dziesiątki lat piszą o wybranym wycinku rzeczywistości, co może wyjaławiać lub co gorsza prowadzić do przekonania, że ten fragment rzeczywistości był najważniejszy. Uważam, że dla świeżości spojrzenia, dla wiedzy o istocie zachowań ludzi, trzeba poznawać różne obszary. A mogą one łączyć się w zaskakujące całości. Tak było właśnie z książką, z którą przyjechałem do Bytowa. Praca o Kaszubach i słupskim procesie Jana Bauera jest jakby połączeniem wszystkich moich zainteresowań: jest o dziejach Pomorza Środkowego, o działaniach urzędników MSZ oraz o pracach służb wywiadowczych. Ten ostatni wątek jest jednak nieco marginalny. Niemcy oskarżający Bauera, czyli organizatora polskiego szkolnictwa w powiecie bytowskim, stawali na głowie, by przypisać mu działalność na rzecz polskiego wywiadu. Na szczęście dla niego – bezskutecznie.


Ile czasu zajęło zbieranie materiału i napisanie książki?


W.S. O Kaszubach bytowskich i lęborskich, którzy w dwudziestoleciu międzywojennym byli obywatelami niemieckimi, pisałem artykuły od niemal 20 lat. Jednak dopiero odkrycie w zbiorach warszawskiego Archiwum Akt Nowych sprawozdania z procesu Jana Bauera zrodziło pomysł na książkę. Poszedłem tym tropem i już w Słupsku odnalazłem obszerne niemieckie materiały z procesu, który rozegrał się w tym mieście w 1932 r. W sumie prace nad książką trwały około 5 lat. Ale równolegle kończyłem niemal tysiącstronicową książkę „Polskie Dokumenty Dyplomatyczne 1933” i podobną objętościowo pracę o działalności polskiego wywiadu wojskowego na Pomorzu w dwudziestoleciu międzywojennym.


Jak Pan Profesor ocenia to, co do tej pory napisano o bytowskich Kaszubach?


W.S. Podstawy dziejów Kaszubów bytowskich w dwudziestoleciu stworzyli Stanisław Galikowski oraz Klemens Trzebiatowski. Napisali kilka bardzo dobrych prac na ten temat. Jednak działo się to w latach 60. ubiegłego stulecia, czyli około pół wieku temu. Były to prace staranne, lecz pewne piętno odcisnęły na nich ówczesne lęki przed „rewizjonizmem niemieckim” oraz zimna wojna. Kaszubi byli w nich przedstawiani nieco jednowymiarowo, jako niezłomni „bojownicy o polskość tej ziemi”. To zrozumiałe, bo wejście społeczeństwa polskiego w posiadanie Ziem Zachodnich i Północnych po II wojnie światowej było świeże i szukano uzasadnień dla takiego biegu spraw. Jednak wydaje się, że rzeczywistość była bardziej skomplikowana. Nie wszyscy Kaszubi uważali się za Polaków, nie wszyscy też pragnęli mieszkać w granicach Polski. Znali powszechnie język kaszubski i niemiecki; znajomość polszczyzny literackiej nie była powszechna. Niektórzy niechętnie spoglądali na aktywność wysłanników Polski, takich jak Jan Bauer, Emil Kaczmarczyk czy Franciszek Błana. Jeden z przedstawicieli tej grupy (świadek nr 36) na pytanie sędziego podczas procesu słupskiego, co zrobiłby gdyby przyszła tu Polska?, odpowiedział, przeniósłby się w głąb Niemiec. Bauera oskarżano o „kupowanie dusz kaszubskich” na rzecz polskości. Wiadomo przecież, że po II wojnie światowej część Kaszubów bytowskich wyjechała z Polski do Niemiec. Oczywiście jestem świadom, że był to okres PRL i motywy były różne, od materialnych do niechęci wobec komunizmu. Na terenie powiatu mieszkały też rodziny jednoznacznie opowiadające się za Polską: Wojaków, Styp-Rekowskich, Gostomskich, Cysewskich i wiele innych. Ale i w ramach jednej rodziny podziały poglądów w tym zakresie bywały dramatyczne. Uważam, że w dawnych publikacjach zabrakło ukazania tej różnorodności. I tego, że opowiedzenie się za Polską przynosiło Kaszubom wiele niedogodności, czasem tragedii, zaś władze Drugiej Rzeczypospolitej traktowały tę grupę nieco przedmiotowo. Uogólnianie i pisanie historii pod dyktando bieżących potrzeb politycznych prowadzi do uproszczeń. Te zaś – oddalają od prawdy.


Na jakie nowe fakty Pan trafił? Czy to, co wynikło z pańskich dociekań zmieniło obraz naświetlony przez innych badaczy?


W.S. Krótko wyjaśnię jak wygląda zawartość książki. W lutym 1932 r. w Słupsku odbył się proces Jana Bauera, który wówczas mieszkał w Bytowie i współorganizował powstanie czterech polskich szkół prywatnych na terenie powiatu. Niemcom działalność Bauera, który intensywnie agitował za Polską, bardzo się nie podobała. Uznano ją za zagrożenie dla państwa. Proces, na który wezwano w charakterze świadków kilkudziesięciu aktywniejszych Kaszubów, miał położyć kres pracom Bauera i polonizacji powiatu. Ale jego znaczenie było szersze. Władzom niemieckim chodziło o wyraźny sygnał wobec państwa polskiego – nie pozwolimy na taką działalność na terenie Rzeszy, zwłaszcza na obszarach przygranicznych. Był to też sygnał wobec Kaszubów – nie idźcie tą drogą, bo będziecie karani, a państwo niemieckie pilnie was obserwuje.


Opis procesu jest jednak tylko częścią książki, która podsumowuje wiele lat moich ustaleń w tym zakresie. Opracowanie podzieliłem na dwie części. Pierwsza, opisowa, składa się z czterech rozdziałów. W pierwszym zawarte są wiadomości o liczebności, lokalizacji i stanie majątkowym Kaszubów w powiecie bytowskim. W rozdziale drugim rozważania o takim samym zakresie dotyczą powiatu lęborskiego. Rozdział trzeci zawiera opis wizerunku Kaszubów bytowsko-lęborskich, wyłaniający się z raportów urzędników polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Są tam też omówione działania administracji Drugiej Rzeczypospolitej, mające na celu utrzymanie i rozbudzenie polskiej tożsamości narodowej wśród Kaszubów mieszkających w Niemczech. Ostatni, czwarty rozdział dotyczy już samego procesu słupskiego. W drugiej części książki zawarte są materiały źródłowe. Jest ich 47 i obejmują okres od 1919 do 1963 r. Najważniejsze jest sprawozdanie z procesu napisane przez Stanisława Szydłowskiego, pracownika polskiego konsulatu w Pile, liczące w oryginale 76 stron maszynopisu. Był on obecny na rozprawie. Miał za zadanie ukazać drapieżność Niemców i ich agresywną politykę wobec mniejszości narodowych.


Uważam, że ze źródeł płynie następujący wniosek: Kaszubi bytowscy w zakresie tożsamości narodowej byli złożoną społecznością. Niektórzy uważali się za Polaków, inni za Niemców, jeszcze inni – za Kaszubów. Władze Polski w latach 1918-1939 prowadziły intensywne działania na obszarze powiatu bytowskiego. Mam na myśli zarówno władze lokalne (np. powiatu chojnickiego), władze polskiego województwa pomorskiego, jak i aparat centralny (głównie MSZ, poprzez konsulaty w Pile i Szczecinie). Celem było rozbudzenie u Kaszubów polskiej tożsamości narodowej, wytworzenie ich więzi z państwem i społeczeństwem polskim. Przeznaczano na to względnie poważne środki finansowe. Samą zaś kaszubskość uważano za nieważną. Kaszubi mieli być Polakami, aby – pomimo obywatelstwa niemieckiego – wspierać Rzeczpospolitą w konfrontacji z Niemcami. W sposób oczywisty prowadziło to Kaszubów do konfliktu z administracją niemiecką, która nie godziła się z taką „nielojalnością” swoich obywateli. Społeczność Kaszubów bytowskich stanowiła kolejny obszar konfrontacji polsko-niemieckiej, której szczytem była II wojna światowa.


W swoich ustaleniach opieram się głównie na dokumentach napisanych przez urzędników ówczesnej Drugiej Rzeczypospolitej. To przede wszystkim pracownicy MSZ, ale też i oficerowie polskiego wywiadu wojskowego. Meli oni dość specyficzny pogląd na Kaszubów bytowskich. Było to nie tylko spojrzenie na „Polaków przebywających w Niemczech”, ale i spojrzenie urzędnika (czyli członka elit państwowych) na mieszkańca dość biednej wsi. Gdy konsul polski, człowiek wykształcony, znający inne kraje i mający poważne dochody, odwiedzał gospodarstwa Kaszubów bytowskich, było to spotkanie dwóch światów. Dlatego niektóre raporty urzędników MSZ obfitują w spostrzeżenia, które mogą być niemiłe dla Kaszubów. Urzędnicy oceniali ich według swoich kryteriów.


A jak scharakteryzowałby pan Jana Bauera i proces?


W.S. Był to proces pokazowy i jedna z najważniejszych rozpraw politycznych Polaków w ówczesnych Niemczech. Myślę, że nieprzypadkowo wybrano powiat bytowski i Słupsk – uznawane wówczas za głęboką prowincję Prus. Niemcy szukali najsłabszego punktu w polskiej działalności narodowej i wybór padł na „kaszubskie kresy niewyzwolone” (jak niekiedy Polacy nazywali powiaty Bytowski i lęborski). Towarzyszyły mu ogromne emocje. Naoczny świadek procesu, polski działacz narodowy, Jan Boenigk, podsumował we wspomnieniach: „Wrogość do Polaków wprost zionęła z trybuny sędziow­skiej”. Bauera, człowieka młodego (miał 28 lat), lecz bardzo inteligentnego i odważnego, skazano na rok więzienia. Za krzywoprzysięstwo. W rzeczywistości był to finał akcji, którą Niemcy prowadzili od co najmniej roku. Na Bauera zastawiono precyzyjną pułapkę, aby wyrzucić go z Pomorza Zachodniego, a wraz z nim nauczycieli polskich, zaś Kaszubów nastraszyć i zniechęcić do Polski. W dużej mierze Niemcy osiągnęli zakładane cele. Trzy z czterech szkół polskich zamknięto. Pozostała tylko placówka w Ugoszczy. Bauera na stałe wypchnięto z Pomorza. Niemcy, już jako zwycięzcy wojenni, zemścili się na przeciwniku. Umarł w 1940 r. z wycieńczenia, zagłodzenia i zimna w fabryce klinkieru działającej przy nazistowskim obozie koncentracyjnym w Sachsenhausen. Podzielił los tysięcy polskich inteligentów zamordowanych przez okupantów.


Gdzie pan przeprowadzał kwerendy? Które z dokumentów wnoszą coś nowego?


W.S. Jak wcześniej wspomniałem, na główne dokumenty natrafiłem w Warszawie. Uzupełniające materiały znalazłem w Gdańsku, Londynie i Berlinie. Takie rozrzucenie materiałów jest charakterystyczne, gdy korzysta się z akt pozostawionych przez MSZ i wywiad wojskowy. Spuścizna obu tych instytucji przeszła drogę odzwierciedlającą tragiczne dzieje państwa polskiego w XX stuleciu. Chcę też podkreślić, że nowe są nie tyle dokumenty, lecz pytania im postawione. A także gotowość na przyjęcie nowych odpowiedzi, nawet takich, które mogą się niektórym nie spodobać. Proszę zauważyć z jakimi oporem u niektórych spotykają się opinie, że powstanie warszawskie 1944 r. było poważnym błędem politycznym, potwierdzeniem niedojrzałości polskich elit, że przyniosło ogrom niepotrzebnych cierpień i zniszczeń. Dokumenty są te same, lecz badacze zadają inne pytania i jest w nich gotowość postawienia odpowiedzi niekiedy sprzecznych z tzw. oczekiwaniem społecznym albo mitami narodowymi. Uważam, że sprawozdanie z procesu Bauera może być podstawą do zmiany w spojrzeniu na Kaszubów bytowskich. Była to grupa bardziej złożona w swoim stosunku do Polski i Niemiec niż wcześniej zakładano.


Jak można przeczytać na karcie tytułowej książka stanowi część pierwszą, a to oznacza, że zamierza pan kontynuować temat...


W.S. To istota projektu. Obecny tom to opis wydarzeń głównie z polskiego punktu widzenia. Zawarłem w nim dokumenty polskie z procesu i relacje polskiej prasy, polskich urzędów. W drugim tomie – przyznaję że trudniejszym, bo jestem Polakiem – będzie miejsce na spojrzenie od strony Niemców. Jego istotą będą niemieckie dokumenty z procesu, obszerny akt oskarżenia, szczegółowe zeznania świadków – Kaszubów. To spojrzenie mocno odmienne od polskiego. Dopiero poznanie obu wizji wydarzeń przybliży nas do prawdy o działalności Bauera i kondycji Kaszubów bytowskich. Chciałbym, aby tak jak na rozprawie: głos miał i adwokat i prokurator. A sędzią będzie każdy czytelnik we własnym zakresie. Nie ma bowiem czegoś takiego jak jedna właściwa narracja historyczna. Działania ludzi zawsze można oceniać na wiele sposobów.


Będzie to więc praca również o Bytowie...?


W.S. Książka będzie tak jak obecna, o ludności kaszubskiej powiatu bytowskiego. Wiele lokalnych rodzin odnajdzie tam wątki z przeszłości.


Gdzie można kupić Pana książkę?


W.S. W warszawskiej Księgarni Historycznej (również internetowej) oraz w słupskim Centrum Informacji Turystycznej (ul. Starzyńskiego 8). Uprzejmie też proszę Czytelników: jeśli odkryją w mojej książce jakieś błędy i nieścisłości lub gdy będą mieć uzupełnienia, odmienne opinie – proszę o kontakt. Często tekst pierwszego wydania książki bywa dopiero zaczynem. A kolejne – przynoszą nowe, właściwsze ustalenia. Mój adres mailowy: [email protected] Można też pisać listy tradycyjne na adres: Akademia Pomorska, Instytut Historii i Politologii, ul. Arciszewskiego 22a, 76-200 Słupsk.

Reklama

 Reklama

25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez kurierbytowski.com.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

„Kurier” s.c. z siedzibą w Bytów 77-100, Zielona 5

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"