4th Wall - angielska firma z Borzytuchomia

Ludzie, angielska firma Borzytuchomia - zdjęcie, fotografia
  • Fotka nr 0 z 4
  • Fotka nr 1 z 4
  • Fotka nr 2 z 4
  • Fotka nr 3 z 4
KurierBytowski.pl 14/09/2019 14:02

Choć firmę mają w Anglii, mieszkają u nas. Pracowali w różnych miejscach i zawodach. Najlepiej czują się jednak za... monitorami komputerów.

Kuzynów Łukasza i Artura Mielewczyków spotykamy w ich pracowni w Borzytuchomiu. Rząd monitorów, kilka klawiatur, a do tego laptopy od razu mówią, co jest ich narzędziem pracy. Droga do tego była jednak długa. - Ukończyłem Liceum Zawodowe o kierunku obróbka skrawaniem. Nie pracuję w zawodzie, ale zamiłowanie do majsterkowania pozostało mi do dzisiaj. Pewnie to był jeden z powodów, dla których zdecydowałem się wystartować w tegorocznej edycji Konkursów Lotów Red Bull - mówi Ł. Mielewczyk. O ich starcie pisaliśmy na naszych łamach przed dwoma tygodniami. Nie mniej ciekawe jest to, czym zajmują się na co dzień. - Po szkole krótko pracowałem w jednej z bytowskich firm. Później wyjechałem do Anglii. Jak wielu myślałem, że tylko na rok, może 2. W sumie uzbierało się 13 lat - śmieje się Ł. Mielewczyk. Do komputerów zawsze go ciągnęło. Nie inaczej było na Wyspach. Po pracy miał więcej wolnego czasu, zaczął więc tworzyć proste grafiki, a także kształcić się w tym kierunku. - Pojawiły się drobne zlecenia. Nawiązałem także współpracę z osobą, która później została moim wspólnikiem. Razem prowadzimy firmę 4th Wall - mówi Ł. Mielewczyk. Początkowo były to animacje, niekiedy też wizualizacje. - Nie wszyscy posiadają zmysł analityczny. Mając dostępne różne dane, nie potrafią przełożyć tego na rzeczywistość. Stąd my tworzyliśmy plany działania różnych fabryk, ale nie tylko. Dla Uniwersytetu Warwick, z którym do tej pory współpracujemy, zaprojektowaliśmy wizualizacje ich wydziałów. Z kolei dla pewnego dewelopera wykonaliśmy projekty jego domów - wyjaśnia Ł. Mielewczyk. Nie były to jednak proste schematy. - W naszym można było wejść do środka, rozejrzeć się, zobaczyć rozkład pokoi, w niektórych wersjach zaś przestawiać meble, zmienić kolor ścian czy nawet wzór pościeli. No, wtedy poniosła nas trochę fantazja - śmieje się Ł. Mielewczyk. Te interaktywne modele to nie tylko domki jednorodzinne, ale także całe bloki. Tam z kolei można było obejrzeć sam budynek, a także rozkład pomieszczeń na całym piętrze. - W jednej z wersji deweloper miał możliwość dodawania różnych informacji związanych z projektem domu, np. które mieszkanie jest jeszcze dostępne na sprzedaż, jaka jest jego cena. Była także możliwość skontaktowania się ze sprzedawcą - tłumaczy Ł. Mielewczyk. W wolnych chwilach tworzył także różne filmiki, bardziej jednak by się rozwijać i pokazać swoje umiejętności. - Kiedy tak teraz o tym myślę, nie przypominam sobie, by kiedykolwiek ktoś zapytał mnie o moje wykształcenie. Najważniejsze było to, co do tej pory zrobiłem, bym zaprezentował dorobek - wyjaśnia Ł. Mielewczyk. Zleceń przybywało, zwolnił się więc z pracy i rozpoczął działalność na własny rachunek. Ściągnął też do Anglii swojego kuzyna, Artura. - Skończyłem Technikum Informatyczne, ale nie pracowałem w zawodzie. Wyjechałem na krótko, w sumie może 2 lata - mówi A. Mielewczyk. Obu jednak ciągnęło do kraju. - Życie w Anglii nie bardzo mi odpowiadało - wyjaśnia Artur. Z kolei Łukasz rozpoczął budowę domu w Borzytuchomiu i także myślał o powrocie. - Naszą pracę można tak na dobrą sprawę wykonywać z każdego miejsca na Ziemi. Pomyślałem więc, dlaczego nie wrócić w rodzinne strony - mówi Ł. Mielewczyk.

Nadal wykonują różnego rodzaju projekty. Często zdarza się, że do centrum badawczego znajdującego się na Uniwersytecie........., z którym współpracują, zgłasza się firma i prosi o rozwiązanie konkretnego problemu. - Tak było z przedsiębiorstwem, które zajmuje się montowaniem obić do siedzeń dla wielu marek samochodów. Mieli problem, bo jedno stanowisko przynosiło im 30 tys. strat, a fabryk mieli 40 i w każdej to samo. Kłopot polegał na tym, że modeli było zbyt dużo, by pracownik zapamiętał, jak mocować obicie do konkretnego, dodatkowo nie wiedział, jakie przyjdzie mu montować - tłumaczy Ł. Mielewczyk. Pomysłów było kilka. - My pracowaliśmy nad rozwiązaniem, które polegało na umieszczeniu w narzędziach specjalnych czujników. Aplikacja przez nas wykonana pobierała z nich informacje, m.in. o kącie trzymania, położeniu. Dodatkowo w systemie zapisane były informacje o siedzeniach, które znajdowały się na taśmie. Na specjalnym monitorze pracownik widział, jaki model ma przed sobą i jak powinien trzymać narzędzia, by krok po kroku zamontować odpowiednie obicie. Dodatkowo system sam się uczył. Zbierał dane z pracy różnych osób, analizował co było dobre, a co złe i później tak dobierał wyświetlane komunikaty, by były jak najbardziej optymalne - wyjaśnia Ł. Mielewczyk. Innym ciekawym projektem, nad którym pracowali, była aplikacja dla przewlekle chorych, np. osób zmagających się z nowotworem. Codziennie podają wyniki swoich badań, otrzymują także zestaw dedykowanych dla nich pytań dotyczących np. ich samopoczucia po przyjęciu zapisanych medykamentów. Dzięki temu lekarz na bieżąco ma informacje o stanie ich zdrowia, bez konieczności umawiania się na wizytę. Co więcej także producenci leków mogą się dowiedzieć, jak ich produkt działa na osoby w różnym wieku czy mieszkających w różnych miejscach. - Póki co nasza aplikacja działa tylko w Anglii, dołącza do niej jednak coraz więcej firm. Tak naprawdę nic nie stoi na przeszkodzie, by objąć nią pozostałe państwa. Jedyny kłopot to chyba różne prawa dotyczące ochrony danych osobowych - wyjaśnia Mielewczyk.

Pracowali też dla firmy, która posiada wielkopowierzchniowe fabryki. - Dzięki naszej aplikacji w razie awarii pracownik od razu się o tym dowiaduje. Ale to nie wszystko. Wyświetla się miejsce usterki, a dodatkowo dane maszyny i specyfikacja jej działania. Osoba, która udaje się na miejsce, od razu ma wszystkie potrzebne do naprawy informacje. Nie musi się zastanawiać nad modelem urządzenia, rokiem powstania itp. To skraca czas naprawy, a co za tym idzie obniża koszty. Dodatkowo osoba zarządzająca fabrykami ma wgląd w ich działanie. Na bieżąco obserwuje pracę urządzeń i w razie jakiejkolwiek usterki może określić, w której fabryce jakie urządzenie się zepsuło - opisuje Ł. Mielewczyk.

Z kolei Artur na monitorze komputera pokazuje inny ich produkt. To interaktywny prototyp linii produkcyjnej. - Właściciel może ją niemal dowolnie zmieniać. Jeśli zastąpi człowieka robotem, aplikacja wyświetli mu, o ile zwiększą się koszty energii, zmniejszy czas produkcji, a w konsekwencji czy zmiana przyniesie firmie zyski czy straty - mówi A. Mielewczyk, dla zobrazowania zmieniając na monitorze poszczególne elementy linii.

Nad czym teraz pracują? - Można powiedzieć, że historia zatoczyła koło. Moim obecnym klientem jest fabryka, w której zatrudniłem się po przyjeździe do Anglii. Każdy produkt, który przechodzi przez kolejne stanowiska, jest odpowiednio opisywany przez pracowników. Obecnie wszystko dzieje się na papierze. Także manager na kartce rozpisuje plan pracy dla wszystkich. Pochłania to czas i generuje koszty. Usprawniamy dla nich ten proces, tworząc odpowiedni program. Można w nim ustalić, czym ma się zająć dana osoba. Ta od razu po przyjściu do pracy wie, jakie ma obowiązki - tłumaczy Ł. Mielewczyk. Ich zajęcie, tak jak i inne, ma minusy. Jednak zgodnie twierdzą, że nie ma ich aż tak wiele. - Może dlatego, że kontakt z klientem mamy przez internet, a przez to ograniczony - śmiejąc się, mówi Ł. Mielewczyk i dodaje: - Przypominam sobie jeden taki przypadek. Przygotowywaliśmy jakąś aplikację. Mieliśmy z góry narzucone funkcje. Od razu wiedzieliśmy, że to w praktyce się nie sprawdzi. Będzie fajnie wyglądało, ale w obsłudze sprawi kłopoty. Powiedzieliśmy o tym, ale zamawiający się uparł, więc zrobliśmy, tak jak chciał. Po chwili dostaliśmy telefon, by jednak to zmienić i zrobić tak, jak sugerowaliśmy.

Póki co tworzą wyłącznie na rynek angielski. - Nie mieliśmy jeszcze okazji współpracować z żadną polską firmą, ale chcielibyśmy stworzyć coś na nasz lokalny rynek - mówią A. i Ł. Mielewczykowie. A jakie są ich pomysły? - Myśleliśmy o wirtualnej mapie skarbów ukrytych np. w Borzytuchomiu. Na początku otrzymywalibyśmy fragment mapy lub zagadkę, a jej rozwiązanie prowadziłoby nas do kolejnego punktu i tak aż do wspomnianego skarbu - mówi Ł. Mielewczyk. Można by było oprzeć ją na zabytkach, legendach, kaszubskiej tradycji. - Pomysłów jest wiele, a ogranicza nas jedynie nasza wyobraźnia - dodaje A. Mielewczyk. Jak przekonują, stworzenie takiej mapy nie zajęłoby im aż tak dużo czasu. Najważniejsze to stworzenie odpowiedniego scenariusza. Innym z ich pomysłów jest umieszczenie kodów QR. - Po ich zeskanowaniu otrzymywalibyśmy informacje dotyczące np. zabytku, przed którym stoimy, albo o danym miejscu. Dodatkowo moglibyśmy zostawiać informacje dla innych, zachęcić do przyjazdu - mówi Ł. Mielewczyk. - I to może na tyle. Nie będziemy wszystkiego zdradzać - śmieje się A. Mielewczyk.

Zajmując się tworzeniem aplikacji, jak dziś w wielu branżach, zmagają się z niedoborem pracowników. - Szukamy osoby do zarządzania bazami danych. Nasze programy zawierają sporo informacji z różnych urządzeń. Chętnie podejmiemy współpracę z osobą, która potrafi je odpowiednio uszeregować - mówi Ł. Mielewczyk.

Na zakończenie pytamy jeszcze o ich plany na przyszłość. - Podoba nam się nasza praca, trochę jesteśmy na tym polu zafiksowani. Pociąga nas tworzenie prototypów, czegoś nowego. Nie ukrywam jednak, że bardzo ciągnie nas w stronę gier. Mamy już kilka na swoim koncie. Ich tworzenie nie jest takie skomplikowane. Niestety, by osiągnęły sukces, potrzeba działań marketingowych, promocji, a z tym u nas raczej kiepsko - mówią zgodnie A. i Ł. Mielewczykowie.

Reklama

 Reklama

25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez kurierbytowski.com.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

„Kurier” s.c. z siedzibą w Bytów 77-100, Zielona 5

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"